Daily life in Kabul and Ramadhan – Codzienność Kabulu i Ramadan

Kabul, 26/07/2012

It’s been three weeks since I’ve been living in Kabul. To me, it seems like eternity, not because of boredom but rather because of an intensity of tests I am facing every day.

Ulice Kabulu

In those weeks I managed to get used to scorching heat (around 32 degrees) and to unsatiated feeling of thirst. My colleagues keep comforting me by saying that the weather in Kabul is not too bad after all. Jalalabad is a much hotter and so is the province Zaranj, god forbid that you go there. This province lies on the border with Iran. Living there is a true ordeal. In the summer the temperature rises from 35 to 40 degrees. Even Kabuli people find it hard to stay there for more than few days. The water is scarce in Zaranj and vegetables are imported from Iran. In the winter this province is plagued by chilly winds.

When living in Kabul, I came into terms with the fact that water pressure in the tap is so low, that taking a shower is an absurd. Not to mention that of course, water is always cold. Same as the electricity, the water tends to be a deficient product at times. When the electricity shuts down, the water in the tap stops running (as it is pumped up from a well by electric pomp).  Thus, it is a reasonable practice to keep a bucket of water stored in a bathroom, just in case the blackout persists for few more hours.

I also learned to keep my laptop charged at all times. One never knows how long the next blackout will last. Sometimes it takes even longer, until the afternoon. In such situation it is always good to keep few books in handy. But this plan backfires after the sunset. In such case, the only option left is meditating on the balcony of the house, from where I can enjoy the view of mountains and hills scattered through Kabul, and little clay houses peppered on the mountains. They are usually inhabited by migrants coming to Kabul in the search for economic opportunities and good luck.

 

 

I am no longer annoyed with all-present dust of the Kabuli air, settling on every inch of clothes, body and furniture and any space available.

Since the beginning of Ramadhan, the holy month of fasting that marks Muslim calendar, everything takes on different dimension. Trivialities of everyday life no longer matter as much, when compared with the test of fasting. The holy month of Ramadhan is the time of reflection and revival when every adult Muslim performs total dry fast from the sunrise (around 2.2am) until the sunset (around 7pm). This means abstaining from any food, drink, any drugs or cigarettes. During this period, life slows down its pace. I go to work whenever I wake up, or rather, whenever my driver wakes up. It is even better when there is a lot of work so I am too busy to think about food or drink. While the food is absent I also refuse to drink because I feel awkward drinking when I know that all the people around me go thirsty.

The most difficult are the last two hours before the sunset. By then, the body is so dehydrated that it’s difficult to think about anything else.

Yet, the hardships of the day are compensated by Iftar, festive supper that breaks the fast. It starts right after the sunset, and after recitation of 99 names of the Prophet Muhammad coming out of a TV. The pleasure of consuming a meal after the whole day of fasting is extraordinary, and the taste of water never seemed so sweet…

The sense of performing a fast is multidimensional. From the religious perspective, it is the time of getting loser to God (Allah) through a personal jihad, meaning struggling with own weaknesses and ability for self-control for the sake of God. From the psychological perspective, and from my own experience, fasting incites a simple and honest appreciation for all the gifts received from this World, such as food and water, which often are unappreciated by those who have them in abundance. From a biological stand, this is a time of regeneration because the digestive system that normally works almost all the time, is now put to rest for the whole day. From the social point of view, this is the time when any wars or conflicts shall come to stop and people should try to be at peace with each other.

After a delicious supper, one can feels tired very quickly. Around 10 pm everybody goes to sleep so that to wake up for a little snack before the sun rising above the mountains of Hindu Kush…

Codzienność Kabulu i Ramadan

Już trzy tygodnie minęły od kiedy mieszkam w Kabulu. Dla mnie wydają mi się one wiecznością, nie z powodu nudy a raczej intensywności prób na jakie wystawia mnie każdy kolejny dzień.

W trzy tygodnie zdążyłam sie już przyzwyczaić do prażącego ciepła jakie panuje tu każdego dnia i do ciagłego poczucia   pragnienia. W sumie to i tak wszyscy mnie pocieszają, że Kabul jest znośny w porównaniu z bardzo gorącym Jalalabadem albo broń Panie Boże – prowincją Zaranj, gdzie diabeł mowi dobranoc. Prowincja ta, na granicy z Iranem, jest chyba najwiekszą kaźnią. Obecnie, latem panują tam takie ukropy (powyżej 35C), że nawet Afgańczykom z Kabulu, lub innych prowincji cieżko jest przetrzymać wiecej niż kilka dni, często brakuje tam wody a warzywa sprowadzane są z są z sąsiedniego Iranu. Zima tam z kolei jest bardzo wietrzna.

Mieszkając w Kabulu, pogodziłam sie również z faktem, że woda w kranie ma tak słabe ciśnienie, że używanie prysznica jest absurdem, oczywiście nie trzeba chyba wspominać że woda jest zawsze zimna. Woda, podobnie jak elektryczność jest czasem towarem deficytowym. W momencie gdy elektryczność nie działa, nie ma też wody w kranie, która jest pompowana ze studni pompą elektryczną. Dlatego też przezornie trzeba mieć w łazience wiadro świeżej wody, na wypadek gdy brak elektryczności przedłuża sie o dobrych kilka godzin.

Nauczyłam sie również, by pilnować, by moj laptop był zawsze naładowany, bo nigdy nie wiem na jak dlugo będę odcięta od światła. Ale niestety, czasem dostep do elektryczności przedluża sie o pół dnia. W takiej sytuacji kołem ratunkowym okazują sie książki pożyczone od kolegi z pracy. Ale plan i tak bierze w łeb, gdy brak elektryczności przedłuża sie aż do godzin wieczornych i nocnych. Wtedy, jedynym wyjściem są medytacje na balkonie domu, skąd podziwiam góry przecinające Kabul, i rozsiane na nich domki zamieszkałe przez przybywających coraz to nowych migrantow szukających zatrudnienia i powodzenia w Kabulu.

Już mnie tu nawet nie drażni tak mocno kurz i pył Kabulskiego powietrza, ktory znajduje sie na każdym centymetrze kwadratowym ubrań, ciała i na wszystkich meblach i powierzchniach.

A od kiedy rozpoczął sie Ramadan, święty miesiąc w kalendarzu Muzułmańskim, wszystko zaczęło nabierać innego wymiaru, w którym drobiazgi dnia codziennego nie mają już takiego znaczenia w porównaniu z próbą, na jaką wystawiani są Muzułmanie. Swięty miesiąc Ramadan dla Muzułmanina to czas religijnej odnowy i zadumy. W tym czasie każdy dorosły Muzułmanin odbywa absolutny post od wschodu słońca (tj. Ok 2.20 nad ranem) do zachodu (ok 19 wieczorem), co oznacza powstrzymanie sie od jedzenia a także picia oraz wszelkich używek. Jest to czas, kiedy życie toczy się w spowolnionym tempie. Do pracy idę wtedy, kiedy sie obudzę, a raczej wtedy, kiedy się obudzi ktoś, kto może mnie do biura podwieźć. Jeśli jest dużo pracy w biurze, to nawet lepiej, przynajmniej wtedy nie myśli się o jedzeniu, ktorego nie ma ani piciu, którego odmawiam, bo głupio mi pić wiedząc, że wszyscy w około są spragnieni.

Najtrudniejsze są ostatnie 2 godziny przed zachodem słońca. Wtedy organizm człowieka jest tak spragniony wody, że cieżko myśleć o czymś innym.

Jednak trudy całego dnia zrekompensowane są poprzez ‘Iftar’, uroczystą kolację, ktora przełamuje post. Następuje ona tuż po zachodzie słońca, tuż po zakończonej recytacji 99 imion Proroka Mahometa dobiegającej z telewizji. Przyjemność spożywania posiłku po całodniowej głodówce jest niesamowita, a smak wody jeszcze nigdy nie wydawał mi sie tak slodki..

Sens odbywania postu jest wieloraki, mimo, że krytykowany przez wielu spoza Muzułmańskiego kręgu. Z punktu widzenia religijnego, jest to czas zbliżenia z Bogiem (Allahem), poprzez ‘jihad’, czyli osobistą walke ze swoimi słabościami i umiejetność samokontroli dla chwały Boga. Z punktu psychologicznego, i z własnego doświadczenia, post wydobywa w ludziach bardzo prostą i szczerą wdzięcznosć, za dary, ktorymi obdarza nas Swiat, pokarm i wodę, a które są w ogóle nie doceniane przez tych, co mają tych darów pod dostatkiem. Z biologicznej perspektywy, jest to niejako czas regeneracji, jako, że układ pokarmowy, który pracuje niemalże caly czas, ma teraz całodniowy urlop. Również, pod względem społecznym, jest to czas, kiedy walki powinny ustać a ludzie, choć nie zawsze jest to łatwe, starają się być ze sobą w zgodzie i nie waśnić sie jak to w zwyczajnych miesiącach roku.

Po smacznej wieczerzy, czlowiek szybko odczuwa zmęczenie. Około 22 już wszyscy idą spać, by jeszcze obudzić się na małą przekąske i pierwszą modlitwę, zanim słońce zacznie świtać znad gór Hindu Kuszu..

Advertisements

One thought on “Daily life in Kabul and Ramadhan – Codzienność Kabulu i Ramadan

  1. Pingback: Travelling to Iran During Ramadan-a Survival Kit | PersiaPort

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s